Trekking w Górach Kantabryjskich

Góry Picos de Europa są częścią Gór Kantabryjskich. Ich najwyższym szczytem jest Torre de Cerredo (2648 m). Charakterem trochę przypominają położone nieopodal Pireneje, pomimo że są od nich znacznie niższe. W górnych partiach góry Picos de Europa charakteryzują się stromymi ścianami i surowym, skalistym krajobrazem.

Po raz kolejny z SKPB Warszawa. Sprawdzeni przewodnicy, więc ryzyko że wyjazd się nie uda było bardzo niewielkie. A do tego sprawdzona ekipa – z większością uczestników wyjazdu byłem już wcześniej na jakimś wyjeździe. Trochę przywykłem już do wyjazdów zorganizowanych. Jeszcze kilka lat temu, wybierając się na trekking zawsze sam chciałem mieć wpływ na wszystko. Podporządkowanie się odgórnemu planowi wiązało się dla mnie z dużym ograniczeniem swobody, co sprawiało że wyjazd nie zaspokajał wszystkich moich potrzeb. Dziś jednak nie jest to już dla mnie aż takie ważne i dzięki temu wyjazd w Picos De Europa uważam za bardzo udany.

Do Santander przedostaliśmy się samolotem linii Wizz Air. Mieliśmy kilka godzin na zwiedzanie miasta. Zobaczyliśmy katedrę Nuestra Señora de la Asunción nierozerwalnie związaną z miastem od samego początku jego istnienia. Potem była kawa pod katedrą, rzut oka na Zatokę Św. Bartłomieja, kilka pomników, placów i uliczek w centrum miasta, aż wreszcie Paella z owocami morza popijana Sangrią zwieńczyła nam te kilka godzin w mieście i za chwilę byliśmy już w pociągu.

Noc spędziliśmy na kempingu Naranjo de Bulnes położonym obok miejscowości Las Arenas. To było ostatnie miejsce, w którym można było wziąć prysznic w komfortowych warunkach. Stamtąd trzeba było jeszcze dostać się do Funicular de Bulnes położonego w dolinie rzeki Cares. Z tego miejsca rano rozpoczęliśmy wędrówkę. Początkowo szliśmy wzdłuż rzeki Rio Tejo przez zalesiony teren. Po tym jak minęliśmy wioskę Bulnes, teren zaczął się przerzedzać, aż w końcu wyszliśmy na otwarty teren, z którego widać było już najbardziej charakterystyczny szczyt w okolicy, Naranjo de Bulnes (Picu Urriellu, 2519 m).

Picos de Europa o wschodzie słońca

Podejście było wyczerpujące. Nieczęsto pokonuje się w ciągu jednego dnia prawie 1800 m przewyższenia, w dodatku w takim upale. Po pokonaniu trochę ponad 1000 m zatrzymaliśmy się na dłuższy postój pod Refugio de la Tenerosa. Pod wieczór rozbiliśmy namioty pod Refugio Vega de Urriellu. O świcie koło naszych namiotów przeszło stado kóz. Ściana Naranjo de Bulnes jest jednym z ulubionych miejsc wspinaczy przybywających w Picos de Europa. Dużą część turystów nocujących w schronisku i pod nim stanowili właśnie wspinacze. My jednak poszliśmy dalej.

Niemały problem sprawiło nam pokonanie szlaku do schronu Cabaña Verónica, zważywszy na to że dźwigaliśmy trochę kilogramów na plecach. Szczególnie jedno strome podejście zapadło nam w pamięć, głównie ze względu na dużą ekspozycję. W okolicy schronu Cabaña Verónica nie było wody. Można było ją jedynie kupić za spore pieniądze. Na szczęście nasze zapasy w plecakach pozwoliły nam na dojście do schroniska Refugio Diego Mella. Wybraliśmy trasę przez przełęcz Collada Ancha – najłatwiejszą i prawdopodobnie jedyną, którą bylibyśmy w stanie przejść z naszymi plecakami. Mimo to, z uwagi na to że wiodła przez teren skalisty, była ona dość wyczerpująca. Wieczór wynagrodził nas jednak niesamowitymi widokami na dolinę pełną chmur.

Widok na całą dolinę

Kolejnego dnia część grupy została w schronisku, a ja wraz z resztą grupy, udałem się na wycieczkę w wyższe partie gór. Chcieliśmy zdobyć jeden z okolicznych szczytów, lecz ostatecznie zadowoliliśmy się wejściem na jedną z przełęczy. Trasy były oznakowane, ale niezabezpieczone i pozbawione asekuracji. Wejście na szczyt bez sprzętu wspinaczkowego uznaliśmy za zbyt ryzykowne. Z tej wycieczki wróciłem z kilkoma ranami spowodowanymi przez osuwający się kamień.

Chmury w dolinie

Następnego dnia pokonaliśmy 1250 metrów w dół. Schodziliśmy do miejscowości Cordiñanes de Valdeón wzdłuż doliny rzeki Riega de Asotin. Do schroniska Refugio Diego Mella nie prowadzi żadna droga, którą dałoby się wjechać jakimkolwiek pojazdem. Ścieżka jest początkowo bardzo stroma i skalista, w związku z czym schodzenie wymaga dużego skupienia. Po pokonaniu tego odcinka delektowaliśmy się widokami na dolinę, z której powoli wstawały chmury. Z Cordiñanes de Valdeón udaliśmy się autobusem do Caín de Valdeón. Namioty rozbiliśmy koło rzeki Llambrialones, na terenie należącym do pasterzy, oddalonym ok. 1 km od centrum miejscowości.

Następnego dnia rozpoczęliśmy wędrówkę popularną trasą trekkingową La Senda del Cares wiodącą wzdłuż kanionu rzeki Cares. Po kilku kilometrach odbiliśmy z niej na zachód w stromą ścieżkę. Po pokonaniu 1200 m mozolnego podejścia, weszliśmy na rozległy płaskowyż, na którym pasły się stada krów. Ścieżka doprowadziła nas w końcu do schroniska Refugio Vega de Ario, pod którym rozstawiliśmy namioty.

O ile pogoda w ciągu pierwszych dni była bardzo udana, to dwa ostatnie dni spędzone przez nas w zachodniej części Picos de Europa były pochmurne. Pod koniec trasy złapał nas deszcz. Dlatego też słynne jeziorka Lagos de Covadonga nie zachwyciły nas swoim urokiem. Koło jeziorek wsiedliśmy w autobus, którym dojechaliśmy do Soto de Cangas. Stamtąd pojechaliśmy do Unquery. Z powodu opóźnień autobusów, spędziliśmy tam kilka godzin, a następnie wieczornym autobusem dojechaliśmy do Santander. Noc spędziliśmy na kempingu Cabo Mayor, zaliczając wcześniej długo oczekiwaną kąpiel w oceanie.

Lago de La Ercina

Picos de Europa leżą na styku trzech regionów (wspólnot autonomicznych): Asturii, Kantabrii oraz Kastylii i Leon. Jak się okazuje, podczas naszej wycieczki odwiedziliśmy każdy z nich. Santander jest stolicą Kantabrii. Naszą trasę zaczynaliśmy i kończyliśmy w Asturii. Do Kantabrii wróciliśmy w okolicy Cabaña Verónica, ale jeszcze tego samego dnia weszliśmy na obszar Kastylii i Leon, w którym znajduję się m.in. Caín de Valdeón. W okolicy schroniska Refugio Vega de Ario wróciliśmy do Asturii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *